środa, 11 października 2017

Generacja 1.4

Po długich namysłach, wylosowaniu zasad dla drugiego pokolenia oraz rzuceniu monetą — uznałam, że dziedziczką pozostanie pierworodna Mia, fanatyczka klocków. 

Do tego w ramach rekompensaty za długi czas nieobecności, notka będzie dłuższa; połączę zapis z dwóch sesji gry w jedną. Z prostej przyczyny; czwarta sesja składała się tylko z urodzin dzieci, zaś piąta sesja to w głównej mierze pierwsze wrażenia z nowego dodatku. Zresztą, jedna z czytelniczek (bo blog ma na razie dwóch czytelników, wow) narzekała na za krótkie notki.

Dzieciaczki powoli dorastają, a Olivier uczy się podstaw, aby wyrosnąć na normalnego obywatela. Stąd też Nathaire zajęła się nauką mówienia, zaś Mia...

Nie wierzę, w końcu zainteresowała się czymś innym niż klocki. 

Tak bardzo, że chciała biednej Łatce urwać głowę. Nathaire zaś dzielnie zmierzała się z edukacją małego Olivierka.

Ale simka też szybko dała sobie spokój. 

CÓŻ TO, DŻĘDER!? >:C Nie, Nathaire była tak zaspana, że pomyliła po prostu kojce. 

Z czasem macierzyństwo bywało trudne, a dzieci... cóż... marudne. Nathaire odliczała powoli dni do urodzin Mii. I zgadnijcie co, Natairka ponownie chce zorganizować imprezę, tym razem dla córeczki. Kij z tym, że klepią biedę.
Mia, proszę, przestań wyczyniać cuda. I wyjdź z klocków! 
W tym momencie, po dostaniu setnego powiadomienia jakoby jakiejś rodzinie urodził się setny bachor, musiałam pogrzebać w ustawieniach moda NRAAS oraz ustawić tak, aby rodziny przestały rozmnażać się jak króliki. Z tego co wiem to Connor (ojciec biologiczny dzieci Nathaire) ma łącznie piątkę dzieci. 
... W ogóle najśmieszniejsze jest to, że Connor i jego żona tworzą szczęśliwą rodzinę. Może to i dobrze?

Nathaire uznała, że musi zrobić sobie małą przerwę...
Oli: Wstlętna wiedźmaaaaaa! Łaaaaaaaa, wypuść mnie!

Nath: Coś ty powiedział?
Oli: Nic, mamusiu.
Nath: No ja myślę...
W końcu nadeszły urodziny Mii. Nawet nie wiadomo kiedy ten czas zleciał, prawda?

Z tego też powodu Nathaire przygotowała hotdogi na przyjęcie, aby goście mieli co wszamać.

Na dodatek dokupiłam jeszcze jeden blat kuchenny, krzesełka, tort i... to wszystko. W tym momencie fundusze rodziny wynosiły równe 8 simodolarów, a wszystkie okna wcześniej zostały wyprzedane.
W tym momencie przyszedł pierwszy gość. Szop. I ten w czapce... (po szybkim researchu i zajrzeniu do simpedii przypomniałam sobie imię tego sima — Cyk10n3 Sw0rd. Nie żartuję, jeden z fajniejszych simów z Sunset Valley ma tak kretyńskie imię wywodzące się z czeluści piekieł AŁtoreczek. ._.)

Potem przyszli kolejni goście...

Gdzieś w oddali widać nawet Connora, który przybył zobaczyć swoje latorośle! 
C: Ten... to mały brzdąc ma dziś urodziny, nie? Normalnie czadowe to dziecko...
Nath: ... eeee, dzięki?

O kurcze, ktoś przyniósł bananowe kanapki z czekoladą! ;__;

Impreza się rozkręciła, goście poszli tańczyć... a ta labadziara przeszkadzała Nathaire w zdmuchnięciu głupiej świeczki. ._.

Dlatego blat przestawiłam bardziej na bok i... Mia, czas wymyślić życzenie!
I najwyraźniej tylko Connora interesowało to, że jego dziecko dorasta. Reszta gości autentycznie zignorowała sytuację (powiedziałabym dosadniej, ale uznałam, że bloga mogą zaglądać i młodsze roczniki, więc powstrzymam się). 

Życzenie wypowiedziane, czas zdmuchnąć świeczki.

Mia is evolving!

... miss to ona nie zostanie (mam nadal cichą nadzieję, że wyrośnie z niej ładna panienka).
W każdym razie, zważywszy, że Mia miała dobre dzieciństwo, miałam możliwość wybrania cechy — wybrałam więc "Artysta". Przyda jej się do przyszłej kariery...

... nie, autentycznie. Ci ludzie przyszli się tylko nażreć. .___. Ani dzień dobry, ani kopa w tyłek.

Na dodatek zostawili taki syf, że tragedia. Praktycznie został tylko ten tańczący, który potem jako tako pomagał w sprzątaniu. ;__; Connor niestety musiał uciekać do pracy, a szkoda.
I tak, Mia najwyraźniej stała się introwertykiem, bo uciekła do domu. Olivier zaś kontynuował klątwę klocków i bawił się przez całą imprezę.
Nath: ... Nigdy więcej.

Nath: Ale z drugiej strony, to urodziny mojej córki! <3 Mam w nosie tych ludzi.
 Impreza oczywiście zakończyła się sukcesem.

I... tutaj pojawił się problem. Bitwa o prysznic oraz kibel. Niestety, będzie trzeba wybudować oddzielną łazienkę.

A z okazji, że Mia wyrosła na małą pannicę, jeden z kojców został sprzedany, a na miejsce pojawił się stoliczek z klockami. Łóżko przekazane zostało córce, tak więc Nathaire ponownie otrzymała śpiwór... Hello darkness, my old friend. C,:

W międzyczasie, korzystając z sytuacji to zmieniłam nieco ubranka Mii na mniej obciachowe.

Zaś pod łóżkiem najwyraźniej zalęgł się sam pan X. Panie X, proszę wyjść do swojej crappasty i nie straszyć mi tu dzieci!

Mia, nie mogąc spać, wróciła do starego nałogu — klocki! Na dodatek Olivier zaraził się manią siostry, przy okazji przywiązując się. Nathaire za to w końcu mogła odetchnąć na łóżku, kompletnie ignorując istotę z innego wymiaru.

Mia: Mamo, jakiś potwór zalęgł się w łóżku...

Nath: Nie przejmuj się, znudzi się i sobie pójdzie... dobrze? A teraz tulaski! <3

Nathaire, możesz wyjść ze swojej córki? To wygląda naprawdę niepokojąco. ;_;
Po czasie wszyscy poszli spać, aby rano wstać i rozpocząć nowy dzień...
Prysznic na tę chwilę musiałam przenieść na zewnątrz, gdyż simki non stop siebie wyganiały nawzajem. 
Mia: "I wtedy z jaskini pojawił się smok, który spojrzał z politowaniem na rycerza..."
Mia: Kurcze, głupia jakaś ta książka. I to imię dla bohatera, Palantir.



Jednakże przybył autobus, więc Mia musiała odłożyć książkę i pojechała po raz pierwszy do szkoły.
Nathaire tymczasem znalazła to coś w skrzynce podczas płacenia rachunków. Jakim cudem to się zmieściło? Najstarsi górale nie wiedzą. Z tego co mi wiadomo, to był prezent od Connora dla Mii.
I niestety, zasady zabraniają sprzedawania takich rzeczy, a szkoda, bo rodzinka chociaż by sobie dorobiła...
Jednakże zasady nic nie mówią o tym, że dzieci mogą zbierać przedmioty, dlatego też Mia po drodze ze szkoły szukała kamieni dla mamy, znalezione duplikaty sprzedawali, aby chociaż się utrzymać. Trzeba sobie jakoś radzić. >:C

Mia po skończeniu zajęć zabierała się za lekcje. Ze względu na warunki musiała odrabiać na świeżym powietrzu.

Nathaire zaś wzięła przykład z córki i poszła spać na świeżym powietrzu, kompletnie olewając dzieciaka. Jednakże w tym momencie szurnęłam simkę, aby chociaż zaniosła Oliviera do kojca.
Mimo wszystko, Nathaire poświęciła nieco czasu, aby poczytać dziecku przed snem książkę. Z braku laku wzięła podręcznik logiki, mając nadzieję na rozwój intelektualny własnej córki.

... albo też Nathaire chciała jak najszybciej uśpić Mię. Przyznaj się...
Nath: Masz mnie. 
Korzystając z tego, że wszyscy spali, nieco przebudowałam chałupę, dodając mini łazienkę. W końcu jakiś upragniony progres, jeżeli chodzi o budowę domku.

I zmieniłam kolor desek na jakiś jaśniejszy... Ogólnie to chwała twórcom za dodanie do gry darmowych drewnianych ścian i podłóg, przez co dom jest bardziej dokończony. Inaczej simy byłyby dręczone przez negatywny nastrójnik "niedokończone pomieszczenie".
Mia: Mamo...
Nath: Tak córeczko?
Mia: ... czemu trzeci dzień jemy ciasto urodzinowe?
Nath: A odrobiłaś lekcje?
Mia: Jak będę już duża, to będę zarabiać dużo pieniędzy i będę jadła same świeże smakołyki! >:C
Ja: Chciałoby się... a teraz odrabiaj szybko lekcje, bo za chwilę autobus przyjedzie.
Tymczasem Olivier...
Oli: Ulwę ci nos!

Oli: A potem utulę baldzo mocnio. Kocham cię, Łatka!

... Nihil novi. Olivier zaprzyjaźnia się ze swoją lalką-przyjacielem.
Do tej pory nie potrafię przeboleć, że tylko on otrzymał swojego wymyślonego przyjaciela. 
Mia: Nauczyłam się w szkole pisać i przeczytałam jedną książkę... Zostanę pisarką! I będę zarabiać krocie!

Żeby tylko tak rzeczywistość wyglądała, to bym zarabiała teraz krocie. ;_;
W tym momencie pojawił się komunikat, iż nadeszły urodziny Oliviera. Niestety, ze względu na marny budżet, przyjęcie odbyło się w rodzinnym gronie.

Nath: Olivier, to twój dzień... Ja życzę tobie, abyś wyprowadził nas z tej nędzy.

I w tym momencie, kiedy Nathaire zdmuchnęła świeczki, Mia wbiła do domu i przysłoniła drzwiami. Dzięki... :v
Mia: Coś mnie ominęło?
Rodzina świętuje... I znów przez parę dni będą jeść tort urodzinowy.

Yep, Olivier is evolving...

Tak prezentuje się nasz dzielny chłopak. Znów musiałam interweniować, gdyż gra wylosowała kompletnie od czapy ubrania. Aaaaa, właśnie! Wybrałam mu cechę "Pechowiec".
Oli: Wait, what?! Czemu?
Ja: Docenisz to, jak będziesz mi umierał, kiedy przykładowo trafi cię piorun. :v Znam przypadek sima, który dzięki temu przeżył trzy wypadki.
I kiedy przyjęcie się powoli kończyło...

Łatka ożyła... o zgrozo.

Łatka: Cześć Olivier, jestem twoją wymyśloną przyjaciółką. Tą, której chciałeś urwać nos.
Olivier: Whoaaaa! To super! Moja lalka ożyła i mam przyjaciela! <3
Łatka: Dodam, że jestem widzialna tylko dla ciebie... Dzięki temu inni dookoła będą mieć ciebie za świra.

Tak za to wygląda z perspektywy innego sima. Tak, to normalne, spokojnie.

Mia: To wszystkiego najlepszego, stary zgredzie.
Olivier: Dziękuję, mała klockowa świrusko.

Ale poza tym, rodzeństwo dobrze się dogadywało.

Nawet za dobrze...

Mia po tym wszystkim wzięła się za lekcje...
I szczerze mówiąc, cieszę się, iż dzieciaki wyszły z etapu małego dziecka. Wierzcie mi, część sesji musiałam wycinać, bo głównie akcja kręciła się wokół pieluch i płaczu.

Tymczasem w Sunset Valley...

...przy szkole pojawił się tajemniczy totem pogodowy...
Nathaire rozmawiała z córką i przy tym nauczała. Olivier... cóż, bawi się dobrze.
Mia: Mamo, czemu brat gada do siebie? 

Nath: Wszyscy musimy czasem porozmawiać ze sobą, kochanie.
Mia: ... Czy to znaczy, że cała moja rodzina to świry? A mi wmawialiście, że ja byłam nienormalna.
Oli: Łatka! Moja siostra mnie nie rozumie!
Łatka: Mówiłam przecież o tym... Tylko ty mnie widzisz, geniuszu.
Za to Nathaire w końcu mogła wyjść z domu, aby pozbierać kamienie do kolekcji.
Mia za to po szkole zabierała się za lekcje. A ponieważ simka ma cechę "Geniusz", to szybko je odrobiła. Po tym zawiesił się jej system, bo długo od tak siedziała. :v


Nadszedł wieczór, a na simów czekało nowe zaskoczenie...

Nath: Nani?! Co to za magia?!
Ja: To nie magia, to dodatek Cztery pory roku. W końcu dodałam do świata pogodę.
Z tego tytułu Nathaire zakupiła dla każdego parasol, po czym zaczęła usprawniać je, zaś Łatka...
Łatka stalkowała swojego pana.
Dosłownie.
Łatka: A co to tam wisi? I czy też to mam?
Olivier jednak nie życzył sobie podglądania. Nawet przez wymyślonych przyjaciół... Dziwicie mu się? :v
Oli: Idź sobie stąd! Musisz za mną łazić, głupia lalo?
Nath: Olivier, do kogo mówisz? D:
Oli: D...do siebie, mamo!
Nadal jednak lalka dzielnie stalkowała...
Mimo deszczu, Nathaire uznała, że w końcu napisze miłosny list do Connora, w końcu najwyższa pora przypomnieć mu, że ma dwójkę dzieci. 
Tak, z okazji urodzin Olivier otrzymał łóżko. :v Aczkolwiek Nathaire w pragnieniach miała zachciankę "kupić piętrowe łóżko", na które zaczęła zbierać.
I mimo deszczu czy późnej pory...

Mia dzielnie musiała odrobić dodatkowe lekcje. Doceńmy jej poświęcenie.

Mia: Jak dorosnę, to wybuduję wielką willą z basenem. I ładniejszy stół, który nie chybocze.

Mia: W końcu przestanę jeść kolejny dzień z rzędu ten durny tort! Smakuje jak pasta do zębów!
Ja: Ciesz się, że w tym świecie nie macie dentysty. :v
Tymczasem...
Łatka: Kim tak naprawdę jestem? Czy moja egzystencja w ogóle jest egzystencją? Czy tylko moim sensem jest bycie lalką, którą próbowano wcześniej urwać głowę czy nos? W ogóle, zacznijmy od tego, czy ja mam nos?

Łatka: A co jeżeli ja nie istnieję? Albo ja istnieję, ale moja postać jest widziana tylko przez jedno dziecko? ...A co jeżeli tak naprawdę moja rodzina jest sterowana przez większy byt, który postanowił się zabawić w dziwne wyzwania?
Nath: ... chyba się nie wyspałam, bo słyszę głosy. Muszę w końcu kupić łóżko...
Mia: "A w tym momencie Palantir nie przeczytał do końca ulotki do specyfiku, który dodał do owieczki. Przez co smok obudził się mega wściekły..." Kurcze, ta książka robi się coraz dziwniejsza.
Tak, cały czas Mia czyta tę samą książkę w wolnej chwili. 
Po pewnym czasie uznałam, że czas na generalny remont domu. Przeniosłam go bardziej na środek parceli, aby łatwiej potem do powiększać; dodałam także małą werandę, aby nie padał deszcz czy coś (dach wydłużyłam tak, aby zasłonić chociaż część — ileż można jeść w deszczu posiłki?). Niestety, stolik do szachów nadal stoi na zewnątrz.

I do tej pory ten dom nie ma okien, gdyż fundusze znów są mega szczupłe.
Cztery pory roku to nie tylko pogoda i kosmici. Ten dodatek dodaje do gry festyny, na których cała rodzina simów może świetnie się bawić. A przy tym to dobra okazja do dorobienia się na kuponach (jak patrzyłam, zasady nic chyba nie mówią o tym, zważywszy, że to dzieci sprzedają), gdyż Nathaire nadal mało zarabiała w branży politycznej; tak więc każdy grosz się liczy.

W centralnym parku Sunset Valley tutejsi mieszkańcy zorganizowali letni festyn. Były budki z jedzeniem, budki do malowania buzi, stół gdzie organizują konkurs wcinania hotdogów na czas etc...
W międzyczasie pod ratuszem jakaś banda z partii Lam organizowała protest przeciwko korupcji w rządzie. ... ale chwila, czy ja widzę tam męża Senki? To on nie jest w pracy? No to jak, stary! Masz do wyżywienia trójkę dzieci, wara do roboty! >:C
Olivier co ciekawe rozpoznał tego pana o zrytym imieniu, który był na jego urodzinach... i zaprosił do gry w piłkę.

I ogrywał biedaka ile wlezie.

Mia i Nathaire za to wskoczyły na tor wrotkarski i próbowały się nie zabi... próbowały nauczyć się jeździć na wrotkach. Btw, ten łysy facet to pierworodny syn Senki i Petera.
Tu zresztą muszę nieco ponarzekać na grę; często biednym simom generuje zupełnie od czapy ubrania, nie mówiąc o tym, że część męskiej populacji jest po prostu łysa. ._.

Tak, tu właśnie dziewczyny zaliczyły sromotną glebę. 

Tymczasem w stawie Magikarpie... Znaczy się, karpie koi i złote rybki ćwiczyły skoki. Splash, splash...
(Właściwie, karpie Koi są dostępne, ale dopiero w Wymarzonych podróżach, jeśli więc chcecie mieć własnego Magikarpia, to...)

Mia: Stokrotka! Pierwsza w tym sezonie... Wdychajmy!

Nathaire uparcie jeździła na wrotkach. Po czasie nauczyła się na tyle, aby nie wywracać się.

Olivier zaś cały dzień siedział przy boisku.
Na wieczór cała rodzina wróciła do domu. Po sprzedaniu kuponów i kwiatuszków zebranych przez Mię mogłam spokojnie wymienić łóżko na piętrowe, dla dzieciaków, tak więc Nathaire w końcu zyskała miejsce do spania.

I nieco powiększyłam domek, aby w końcu przenieść stół. Przynajmniej nie będą moknąć podczas posiłków. Niestety, szachy i grill nadal pozostały na zewnątrz. I w końcu mają jedno okno!
I tak wygląda obecna kolekcja minerałów oraz kamieni... Sztabka i dwa kryształy. 
Olivier z Łatką wzięli się za wojny poduszkowe... Mia za to wzięła się za porządki domowe, dobra córcia. <3 Aaaa... i ona otrzymała pluszowego misia wróżka, w ramach rekompensaty za brak lalki-przyjaciela.

Mia: Mam brata świra... bawi się z wymyślonym przyjacielem, którego nie ma.

Mia: ... Ale ja jestem lepsiejsza od niego, bo bawię się w zupełnie niewymyślonym przyjacielem w wymyśloną zabawę!
Ja: ... nie ma takiego słowa, Mia. ._."

Mia: Panie Misiu, co waćpan pragnie zamówić do lukrowanych ciasteczek?

Łatka: A ja zaś jestem zniesmaczona tą hipokryzją...
Nath: A ja nadal słyszę jakieś głosy. Lepiej poczytam książkę.

Mia: Mamo, dlaczego mój brat jest nienormalny i gada do siebie? Upuściłaś go z kocykiem czy jak?
Nath: Wiesz córeczko, ty za to obsesyjnie bawiłaś się klockami, jadłaś klocki i świata nie widziałaś poza klockami, tak więc ten... Jesteście na równi szurnięci. Ale i tak was kocham.
Mia: Dzięki mamo...
Nath: ..."po podsmażeniu cebulki do patelni dodajesz pokrojonego w paseczki fileta z kurczaczka, potem papryczkę i marchew..."
Mia: Mamo, to książka kucharska. Interesujące to jest, ale ja mam dziesięć lat.
Nath: Docenisz to później jak podrośniesz. >w>" 
Następnego dnia... znów tort na śniadanie, obiad i kolację. Mia już zaczyna tęsknić za normalnym żarciem.
Olivier zaś otrzymał od instytutu naukowego tajemniczy list... na ożywienie swojego wymyślonego przyjaciela, Łatki. A że dzieciak miał już dość wiecznego wytykania palcem przez siostrę, postanowił znaleźć tęczowy kamień. A gdzie takie rzeczy najlepiej szukać? Na cmentarzu! Dat logika simsów...

Dokładnie w katakumbach... 

Tymczasem jakaś randomowa kobieta rozmawiała z umarłym jakby nigdy nic. :v Tak, kolejny bug, simy potrafią zapaść się pod ziemie jakby nigdy nic.

Tymczasem...
Mia: Łatka! Nareszcie jesteś! Wszędzie cię szukałam... pewnie wstrętny Olivier cię schował i zapomniał! Wyobraź sobie, że teraz on woli swojego "wymyślonego" przyjaciela... Ale nie martw się, zadbam o ciebie!
Nathaire zaś kolejny raz musiała opłacić rachunki... a w międzyczasie otrzymała kolejny klejnot do kolekcji oraz odpowiedź od Connora. <3 How sweet..
 Niestety Olivier ze swojej wyprawy do katakumb przyniósł książkę...

Olivier: Od dzisiaj ja jestem tu królem, dziedzicem tego domu...

Olivier: Więc ja wnoszę dekret o to, aby co każdy piątek były serwowane tosty z serem!
Mia: Nanana, mam w nosie twoje dekrety... 

Łatka: ... aktorem to ty nie zostaniesz...
Olivier: Chcesz trafić do lochów?
Mia: CO?!

Nath: Olivierku, odrobiłeś lekcje?
Oli: ... Nie. :C
Mia: Kochany misiu, znów mój brat świruje...
Miś: Mnie to mówisz? Twój brat to marny aktor! ... och, nie słyszysz mnie, bo jestem tylko pluszakiem.
I rodzina miała już kłaść się spać... ale że pełnia była...
Mia: MAAAAMO, ZNÓW TEN WSTRĘTNY X SIEDZI POD ŁÓŻKIEM I PODAJE SIĘ ZA BOGA! ;__;
X: Cichaj, manipulantko, nawet cię nie tknąłem! >:CCCC
Nath: To poproś go, aby chociaż pozmywał naczynia, czy coś... 
Po krótkim czasie Olivier postanowił powiedzieć mamie o swojej lalce...
Olivier: Mamo, muszę ci coś powiedzieć... Mam wymyślonego przyjaciela, z którym się bawię. I jest lalką... I nikt nie widzi jej, poza mną... I jest dziewczyną, nazywa się Łatka...

Nath: A ja myślałam, że mam omamy słuchowe. Ale dobrze wiedzieć, że nie jesteś gejem, synu...
Oli: ...wait, whaaa?
Nath: Nic, do siebie mówię.
Poranek nadszedł jakby nigdy nic... 

Wszystko toczyło się normalnym tokiem (a to zdanie nie ma sensu), wszyscy skupili się na zabawie...
Aż przyjechał transport, aby Nathaire mogła się wybrać do pracy, a dzieciaki do szkoły... ale chwila... co tu robi zombi?

Na dodatek próbował porozmawiać z listonoszem, niestety pan listonosz nie miał jakoś chęci na dyskurs o pracy na poczcie, więc uciekł jak najszybciej...
Po szkole Mia została zaproszona przez koleżankę z klasy, Caroline Sefirovic-Sol i... ...
... Senka, chcesz mi coś powiedzieć? .w. Kolejne dziecko łyse? Czyżby jakieś problemy zdrowotne?
Mia: Ma pani bardzo ładne niemowlę.
Senka: A dziękuję... gdyby tylko nie było łyse. A ty nie przyszłaś do mojej córki?
Mia: Tak. Ale to niemowlę jest świetne. To ja wracam do domu...
I Mia wróciła do domu, gdyż rozmowa zaczęła stawać się niezręczna...

Nathaire uznała, że jednak dieta tortowa nie jest najlepszym pomysłem, dlatego w końcu wzięła się za sałatkę. Najwyższa pora.
I tak, nadal nie stać ich ani na piekarnik, ani na alarm, ani na nic...

Mia: Co masz w drugim zadaniu?
Olivier: Wyszedł mi x...
Mia: Tylko nie litera X! ;_; Aaaaa!
Tymczasem na zewnątrz...
Kuń: Dzień dobry wieczór, jest suchy chleb dla konia?
I na tym koniowatym akcencie zakończymy tę pasjonującą relację z życia deNoctes.
Dodam od siebie, że Mia w tym momencie ma jeszcze trzy dni do urodzin, dlatego więc będzie trzeba ogarnąć przyjęcie... ale to już w niedalekiej przyszłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz