sobota, 27 stycznia 2018

Generacja 1.7

Najwyższy czas spiąć pośladki i skleić kolejną notkę.
A w tym odcinku zapowiadam; będzie sama słodycz, że wasze cukrometry wyrąbie w kosmos. <3

Zostały dwa dni do zimy, dziesięć dni nim Mia osiągnie dorosłość. Nathaire za to ma sześć dni do emerytury. Tak, czas nieubłaganie leci...
Można rzecz, że zbliżamy się wielkimi krokami do drugiej generacji.

Nie wiedzieć czemu Nathaire upodobała sobie leżenie na łóżku swoich pociech i czytaniu. Mia zaś grała... w grę. 
Btw, pierwszą rzeczą, którą zrobiłam przy rozpoczęciu tej sesji, to wyremontowałam łazienkę. Zakupiłam co prawda jedną z tańszych wanien, ale za to wymieniłam kibelek na bardziej komfortowy i odświeżyłam prysznic. Do tego wyłożyłam kafelki do pomieszczenia. Niech zaznają chociaż odrobinę luksusów. 

Mia: Te wybuchy, te pościgi! *namiętnie gra w Grę*
... mnie tylko ciekawi, jak może grać przy wyłączonym monitorze. 
Mia: Co prawda mamy długo wymarzoną kuchenkę, ale złe nawyki z dzieciństwa spowodowały, że mam ochotę na hot-dogi. Kij z tym, że pełnia i wyłażą na powierzchnię zombi...

Mia: ... zostanę mistrzynią grilla, jak moja mama. <3

W sensie, będziesz mistrzynią hot-dogów a'la górnik?

Autentycznie, nie wiedzieć czemu Mia wolała zabrać się za grillowanie, ale wiecie... to simsy... Ale dobra, niech się uczy gotować.
Normalny wieczór w rodzinie, nastolatkowie odrabiali lekcje, Nathaire sprzątała. I tak, Łatka zajęła miejsce naprzeciw Mii, przez co Olivierowi uniemożliwiła sensowne pisanie wypracowania. :v
Przerwa na tulaski. <3 Oni są tacy kochani, muszą być razem!
(Spoiler: nie będą, bo gra jest szują.)

Olivier w końcu zaczął dokonywać postępów przy odkrywaniu eliksirów. Przy okazji wbił sobie naprawdę wysoki poziom logiki — przyda się mu to w przyszłości.
Łatka: Jakby co, to czekam. *Stopień stopień* ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Olivier: Plażo, jestem zbyt zajęty, nauka mnie wzywa!
Łatka: Och... :<
Random zombie: Nadal zapominam, co ja właściwie miałem zrobić.
W końcu nadszedł wielki dzień dla Mii i Oliviera, a mianowicie studniówka. Liczę na to, że dziedziczka znajdzie sobie jakiegoś faceta...

Mia: Omygoshomygoshomygosh! Mój wielki dzień!
...
Wait, to jest twój strój na studniówkę? .___." Mia, ogarnij się...
To już Olivier ma lepszy garniak!
Tak btw, on prawie zapomniał o tym... za bardzo wciągnęła go nauka.
... przypomnijcie mi, który z nich ma cechę "Geniusz"?
Ale uwaga... w tym momencie nastąpiły plot twisty godne Modzie na sukces!

Kiedy nastolatkowie dotarli na bal, w międzyczasie pojawił się komunikat, że Jack Bunch umarł. Pamiętacie pewnie takiego łysego pana, który przychodził na przyjęcia... Wielka szkoda, rodzinka nigdy nie zapomni jego kocich ruchów oraz pomocy przy sprzątaniu. :<

Z weselszych... Mia poderwała kawalera — Johnathana Duncana! <3 Już się bałam, że podzieli los matki, a tu niespodzianka... 
I kiedy tak przemijałam te powiadomienia o tym, jak Olivier wyrżnął orła, Mia została królową balu... zdarzyło się to...

... gro... Nienawidzę cię, bo złamałaś mi serdusio... ;_; Aż musiałam cyknąć focię, bo nie mogłam w to uwierzyć...
Tak. Zarazem się cieszę, że ktoś zainteresował się moim chłoptasiem, ale... ale miałam już gotowy scenariusz miłosny dla Oliviera... T^T 
MIAŁAM, KURNA, PLANY!
I co teraz mam zrobić z planem ożywienia Łatki? Znaczy, nadal chcę to zrobić, bo czasem wychodzą bardzo ładne simki...

Coś czuję, że Olivier pewnego dnia obudzi się z nożem przy gardle. *znaczący kaszel*

Powiedzmy, że bal studniówkowy się udał.

Po powrocie ze studniówki na biurku wylądowały zdjęcia oraz korona królowej balu. Ten model zaś należy do Oliviera.
Mia zaś pierwsze co zrobiła, to zaczęła pisać poemat miłosny do ukochanego.

Mia: "Twoje malinowe usta, twoje kruczoczarne włosy..."
...Mia, piszesz list czy fapficzek? :v

Mia: Muszę znaleźć tylko rym do słowa "miłości".
Łatka: "Połamię ci wszystkie kości"...
Mia: Dziękuję, lalko... czekaj, co? D:
Jak ostatnio patrzyłam, to według paska znajomości Oliviera, Łatka zyskała status "dawny wróg". Tak to już jest, jak obiecujesz miłość zabawce, a ta się mści.

Łatka: "Czy Olivier nadal chce mnie ożywić? Czy może przez całe życie zostanę bezwolną lalką, wymyślonym przyjacielem jakiegoś faceta, który mnie zostawił. Może faktycznie to nie miało sensu, a ja jestem skazana na bycie niewidzialnym bytem..."
Mia: Ostatnio zaczęłam rysować serdusia w zeszycie. 

Tymczasem o poranku... Olivierze... rozwaliłeś komputer?
Olivier: Samo się popsuło. :<
Normalnie kazałabym mu naprawić, ale boję się, że mi zezgonuje... Nawet mimo cechy "Pechowiec".
Tymczasem do listonosza dotarło, że jest rudym murzynem. Stał przed skrzynką przez pół godziny i rozmyślał nad sensem życia.
Mia: John... Może wpadniesz do mnie, co ty na to? Posiedzimy sobie na trawniku.
Mia: ... Czekaj, po co ci ten parasol?
John: Wiesz, mam delikatną skórę mimo ciemnej karnacji. Tak jakoś mnie naszło, mimo, że nie jestem wampirem.
Mia: A...ale jest prawie zima.

Mia: Nieważne. Wiesz co, może jesteś dla mnie 1/10, ale jesteś kochany... lecę na twoją szatę i szaliczek. <3

No to na kij się z nim umawiasz, jak ci się nie podoba? (ノ°益°)ノ
 Autentycznie, cały czas Mia ocenia wybranka 1/10. Jednakże o dziwo, cechy się zgadzają, lecą na siebie... gro, co jest z tobą nie tak?

Nathaire: Mam wrażenie, że minęłam się z jakimś powołaniem. Ale spokojnie, naprawię tak ten komputer, że będzie można się połączyć z Pentagonem.

Kolejna dawka tulasków! <3
John: Jeju, jesteś taka puchata! Niczym... watolina!
Olivier: Yeah, whatever... 

AWWWWW! <3 Pierwszy pocałunek.

Olivier: Przypominam, że ja siedzę obok i muszę patrzeć na to.
Mia: Nie przejmuj się moim bratem, po prostu się rozkoszuj chwilą. Zresztą, jest sfrustrowany faktem, że pierwsze całuski trenował na lalce.
John: Powiedzmy, że rozumiem.

John: Wyobraź sobie, że ja nie potrafię tańczyć, aczkolwiek dużo ćwiczę i przynajmniej olśniewam każdego na scenie.
Mia: "Tak, to będzie mój wybranek".
Łatka: Zaraz rzygnę tęczą... Nawet jak lalki nie mogą odczuwać mdłości, to jednak czuję, że po przemianie w simkę dostanę cukrzycy.
John: A tam, jak widzisz, znajduje się Wielki wóz...
Mia: A ja...

Mia: Tak jakoś przypadkiem...
John: Och... Czekaj. *Processing*

John: Tulimy?
Mia: Tulimy. <3
Kolejna dawka cukru. T^T

Mia: A teraz cię rozgrzeję masażem...
John: Czekaj, wyjaśnij mi coś Mia. Jakim cudem znosisz zimę w krótkich spodenkach?
Mia: Jestem zahartowana. Wyobraź sobie, że mnie to w sumie nie przeszkadza. Jakby się zastanowić, od dziecka musiałam znosić biedę; nie mieliśmy kuchenki, ogrzewania, prysznic mieliśmy na zewnątrz, jadłam w deszczu, a mama przez jakiś czas spała na podłodze.
John: ... whaaaa?
Mia: A teraz się odpręż. <3

Łatka nadal angstuje nad własnym losem.

John: No dobra, miło było, ale spadam... "Mój borze, ona nie żartowała z tą biedą".
Poważnie, Mia zaprosiła go do domu aby się ogrzać przy herbatce, a ten wszedł i za chwilę wyszedł. Przez chwilę myślałam, że się zniechęci. Nie zdziwiłabym się.

Tymczasem... uznałam, że Olivier powinien realizować się muzycznie, skoro sam ma cechę "Wirtuoz". Dlatego dostał w prezencie gitarę.
Olivier: KTOŚ ZA TO ZAPŁACI! ŁAAATKA!
Mia: Sesesese... 
Olivier: Dlatego wezmę gitarę i wyżyję się artystycznie...

I dlatego wyszedł na zewnątrz, bo czemu nie.

I uczył się grać.
Mia aprobuje zimne granie.

W nocy zawiesili światełka na dachu... Nathaire bardzo chciała, aby było nieco świątecznie.
Tymczasem...
Łatka: Nie, nie zmyję twoich naczyń, sam to zrób.
Olivier: Nadal się na mnie fochasz?

Olivier: Rozumiem, że się gniewasz na mnie, ale ja chciałbym iść spać...
Nathaire: Kto mi przerwał sen o przejęciu władzy? 

Nathaire: Następnym razem wybuduję igloo i tam pójdę spać. 
Swoją drogą, Mia otrzymała oryginalny prezent od swojej sympatii. Czy ja o czymś nie wiem? :v
Następnego simowego dnia uznałam, że młodzież wyślę do parku, aby pospędzali czas ze swoimi sympatiami. Co jak co, ale trzeba korzystać z sytuacji, niech zaliczą kolejną bazę.

Olivier: Hej Adriane, masz ochotę się przejść do parku ulepić bałwana?
Łatka: Grabisz sobie, człowiek...
Dlatego Olivier wyszedł z domu w stronę umówionego miejsca, Mia po chwili za nim i...
O borze liściasty... Ten nos.
Adriane: No hej, przybyłam...
Olivier: Jesteś dla mnie najpiękniejsza. <3
Adriane: Yeah, whatever...

Tak, Olivier ocenia dziewoję 10/10. Nie ogarniam gustów, noale...
Olivier: Tulaseeeeek!
Adriane: "Kurcze, czy faktycznie powinnam się z nim zadawać?"

Olivier: Jesteś moją muzą, słoneczko.
I podał jej bukiet... Wiecie, Olivier naprawdę się stara zaimponować lasce. Adriane aprobuje.

Adriane: Och, dziękuję. Jednak wiesz, randkowanie w krzakach to dziwny pomysł, nie sądzisz?
Olivier: Och, muzo... nie przeszkadza mi to.

Olivier: Najważniejsze, że mogę się wtulić do ciebie. <3

Olivier: Co prawda znamy się dwa dni, wysyłałem ci masę listów...
Adriane: "Och, boru liściasty, mam się go bać?"

Adriane: "Myśl o Anglii, znaczy eee... o Oazie Zdrój."
Olivier: I może...

Olivierze, to nie jest dobry pomysł...

Adriane: Nope. Stary, przerażasz mnie.
I skończyło się rumakowanie.

Olivier: A...ale te listy... i bukiet... podglądałem moją siostrę... do tego czytałem w poradniczku, że na to laski lecą.
Adriane: Welp, ja jestem najwyraźniej inna.

Adriane: Słuchaj, chodź na lodowisko, bo naprawdę niezręcznie się czuję w tych krzakach.
Olivier: :,< No dobra... *złamane serdusio*

Oj Olivierze, stay determined...
Tymczasem...
Mia: Zastanawia mnie, czy mój przyszły chłopak będzie dziany i wniesie do rodziny gotówki.
Ja: Mia, niestety cię rozczaruję... Ustaliłam, że przyszli małżonkowie mogą wnieść do domu minimum 1000 simodolarów, inaczej wyzwanie nie miałoby sensu.
Mia: Simobogini, żartujesz...
Ja: Nope. C:

John: Nareszcie zdążyłem...
Mia: No wreszcie, spóźniłeś się.

John: No wiesz, musiałem ujarzmić gang rabusiów, który stanął mi na drodze. Raz ciach i już padli.
Mia: No dobrze, uznajmy, że usprawiedliwiłeś się.

W tym samym czasie... Olivier właśnie zaliczył glebę. Adriane za to uznała, że pojeździ z panią randomową. Nie starasz się, chłopie.

Natomiast Mia radzi sobie zdecydowanie lepiej na randce.

Aż za bardzo... 

Mia: Chodź, ulepimy bałwana.
Johnathan się ucieszył jak małe dziecko. Każdemu wolno pielęgnować wewnętrzne dziecię. <3

Olivier: Adriane, przytul... T^T
Adriane: Chodź tu, biedaku.
Mia: Hmm, tak sobie myślę, że chyba ta kula nie jest zbyt równa.
John: Kochanie, ale bałwan nigdy nie jest równy.
Po tym wszystkim... Johnathan uznał, że opuści na chwilę Mię...

...aby poszpanować na desce. :v Why not?

Tymczasem...
Adriane: "Może jednak nie jest taki zły?"
Olivier: "O matulu, podobam jej się!"

Awww... <3 W końcu się udało.

Olivier: Skoro tak, to może... wiesz... niby znamy się te kilka simowych godzin, ale co powiesz na to, abyś... została... moją muzą?
Adriane: Yeah, w sumie czemu nie. Chyba nie mam wyboru.

I tak zostali parą. <3

Mia: Wooow, nie wiedziałam, że potrafisz tak wymiatać.

Przyznam, że niezmiernie mi się spodobał ten facet. Całkowicie aprobuję tę parkę. <3
Tymczasem... Olivierze, nie pomyliło ci się coś?

John: Omygosh! Derek Green właśnie tędy przechodził!
Mia: CO, gdzie?! Gdzie ty niby widzisz Dereka...?

John: Suprajz, mada...
Mia: Co?

I doszło do bitwy na śnieżki. C:

Tymczasem... cóż, Olivier pożegnał się ze swoją wybranką, ale czekając na siostrę, postanowił poćwiczyć jazdę na łyżwach, aby bardziej poszpanować.

Kolejna dawka cukru...

Mia: Dobrze, słuchaj... wiem, że jesteśmy jeszcze młodzi, ale wolałabym nie powtarzać błędów mojej mamy. Zresztą, potrzebuję spełnić chore fantazje Simbogini. A zważywszy, że podobasz mi się jako tako, to może...

Mia: ... zostaniesz moim chłopakiem?
John: Jasne!

Mia: To teraz się odwróć i pomyśl o Oazie Zdrój.
John: Ale... 

John: Mia, nie rozumiem...  

John: ...po co...
Mia: SUPRAIZ, MADA...!

John: Żywcem mnie nie weźmiesz!

A jednak trafiła...
Obie randki zakończyły się sukcesem! 

Mia: O matulu, padam z głodu. Zrobię coś pysznego.
Olivier: Odkryję ten cholerny eliksir, choćbym miał paść ze zmęczenia.

Mia: Tylko... jak to szło?

Tak, Mia uznała, że to najlepsza pora na gofry.

Mia: Teraz tylko do piekarniczka...

Łatka: Mam nadzieję, że jakby co, to w razie pożaru to znajdę jakiś zastępczy dom.
Olivier: *szeptem* Pssst, nie jest tak źle.

Mia: Czekaj, co tak... O nie... nienienienienienie...

Mia: No litości, a tak było ideaaaaaalnie! T^T

Z wielkim bólem nastolatka musiała wyrzucić spalone jedzenie.

Mia: Dobra, tym razem musi się udać...

Mia: Powoli, tak jak mnie mama uczyła... 
Mia: O matko, kto tu tak zasyfił, oh wait...


W międzyczasie Olivierowi znów nie wyszło. I nadeszły pierwsze wątpliwości.
Olivier: Łatka... a jak mi się nie uda dostać na medycynę? Nie zostanę lekarzem...

Łatka: Słuchaj, koleś. Jestem twoim wymyślonym przyjacielem, przez połowę dzieciństwa próbujesz odkryć dla mnie eliksir, nabiłeś wysoki poziom logiki, ba, przeżyłeś dziesięć eksplozji przy tym stole, a teraz mi żalisz się, że "nie uda ci się?!" Pogięło cię chyba...

Łatka: Dlatego teraz do mycia i wracaj do nauki! JUST DO IT!
Olivier: ... Czy nie dorwałaś przypadkiem do książek mojej mamy?
Łatka: DO IT!

Poważnie, ta lalka bywa tak przerażająca. ;_;
Po krótkim czasie pojawiła się propozycja wakacji dla Nathaire, która ta bez namysłu...

Nathaire: Dzieciaczki, wyjeżdżam na dwa dni, bawcie się, dbajcie i nie wysadźcie domu, papatki!

Nathaire: "Nareszcie wolność!"

A dodam, że Nathaire, jako dobra matka zostawiła im tylko 15 simodolarów, tak więc ten... Mia, musisz zarobić. C:
Mia: Coooo?! Miałam więcej nie pisać. ;_;
Jak chcesz jeść tynk ze ściany, to jednak wolę, abyś zarobiła.

Olivier: Jestem coraz bliżej do odkrycia...
Łatka: "Kiedyś wrócisz do mnie i padniesz na kolana..."

Mia... miałaś pisać nową książkę.
Mia: Daj mi spokój, Simboże, potrzebuję chwili...

Mia: ... na okazanie miłości.

Cukrometr w tym momencie mi eksplodował.

Olivier: Kolejny raz mi nie wyszło...
Łatka: To może odpocznij, co ty na to? I umyj się, co?
Olivier: Masz rację! Zaproszę moją dziewczynę i miło spędzimy czas! <3 *dzwoni*
Łatka: ... pewnego dnia zadźgam cię pod prysznicem.
 
Olivier: Witaj, moja muzo...
Adriane: Yea, whatever...

Olivier: Powiedz mi, skądś się urwała?
Łatka: Spadam stąd, bo rzygnę tęczą...
 Gdy nagle...

Olivier: Muszę ci jednak zdradzić sekret.
Łatka: To będzie ciekawe...
Olivier: Mam wymyśloną przyjaciółkę! <3 Czadowo, nie?

Olivier: Dopinguje mnie, wspiera... czasem dziwnie się zachowuje...
Adriane: Czy ty przypadkiem nie masz mnie za idiotkę?
Olivier: Co?
Łatka: Lol.

Widząc, jak Olivier nieco spierdzielił z tym wyznaniem, wyciągnął z tyłka gitarę i zaczął grać serenady na cześć ukochanej, Adriane zaś... wzięła się za lepienie bałwana. Łatka... kompletuje mgłę.

Olivier: Wiesz, w moim życiu nauczyłem się dwóch rzeczy... jak udawać ninję wśród tłumu... i logikę.
Adriane: Yea... to może pomożesz mi...

Adriane: ... w wypracowaniu z chemii nieorganicznej.
Olivier: Co?

No, teraz ci się ta wiedza przyda, Olivierze. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Olivier: Ja ci mówię, powinno się w tym miejscu zastosować Równanie Schrodingera, a pod jednostkę urojoną podstaw...
Adriane: Skąd wiesz takie rzeczy?
Olivier: Od dziecka bawię się w małego chemika.
Łatka: Pewnego dnia was znajdę i zakopię...
Łatka mnie naprawdę przeraża... ._.

Btw, naprawdę istnieje równanie Schrodingera. Dobrze wiedzieć.

Guess who's back! <3
Pakun: No elo, przybyłem w chałwie i w glorii.

Pakun: Nie, tylko nie kolejna...
Mia: Witaj jednorożcu, poklepię cię tylko po mordce i uciekam, bo znów mnie zgarnie policja.
Pakun: Jaka ulga...

Rodzeństwo zacieślało relację ze sobą... 

Mia: Patrz, tam jest monorożek!
Olivier: Serio?!

Olivier: O rajusiu, faktycznie! Jaki fart!
Mia: Sesesese...

Olivier: O nie, nie nabiorę się na to!
Mia: Broń się!

I stoczyła się śnieżna bitwa...

Nikt nie odpuszczał.

Mia prowokowała swojego przeciwnika, a Olivier... cóż... nie dał się.

Awww... kolejny raz, ta rodzina ma takie kochane momenty. ;_;
Mia: Aaaa! No nie, przegrywam!
Olivier: Haha!

Och, losie życia... co im przyniesiesz? Ile goryczy i słodyczy się przeleje...
Czy te związki przetrwają, a Mia wynajdzie w Johnathanie Duncanie godnego mężczyznę na małżonka? I czy Łatka przypadkiem nie dokona ludobójstwa? :v
Zobaczymy.

1 komentarz:

  1. spoko, cukrometr się cieszył.
    fajne opowiadanko wyszło, bardzo przyjemnie się czytało.

    OdpowiedzUsuń